Różnica w moralności nie trzęsie moimi fundamentami

Bardzo chciałbym, by w kościele tak, w budynku mogli się czuć dobrze ludzie, którzy wierzą inaczej niż ja, mocniej, słabiej, bardziej tradycyjnie, a nawet ci, którzy z grzechu nie chcą wyjść. To poczucie nie miałoby polegać na zgodzie na grzech, zgorszenie, etc. Chciałbym, by ktoś kto żyje w grzechu nie bał się wejść do kościoła, przyjść na Mszę. Chciałbym, by ludzie zrozumieli, że jeśli ktoś już wszedł do świątyni, to nie musi wszystkiego przeżywać tak samo jak my. Każdy ma inną drogę. Przecież obecność na Mszy św. kogoś kto jest na innym etapie nie trzęsie fundamentami mojej wiary, nie osłabia jej. Raczej powinno się pojawić pytanie: jak mam kochać, by inni odkryli w Kościele ten Skarb, dla którego jest warto porzucić grzech, dla którego warto wejść głębiej w liturgię, dla którego chcę pracować wewnętrznie?

Wiele osób boi się potępienia ze strony wierzących, a tym czasem sam Bóg ich nie potępia.

Internet oducza nas osobowych relacji – przykre

Od pewnego czasu chodzę z taką myślą. Sam siedzę w necie, sporo czasu, nie powiem. Wymogi współczesności, miejsce spotkania, ale nade wszystko przestrzeń, która ma sprowokować do zejścia w realną rzeczywistość, ma wewnętrznie sprawić, byśmy chcieli się spotkać osobowo. No sorry, ale uważam, że prawdziwie osobowe spotkanie potrzebuje konfrontacji zmysłów (kwestie osobowego spotkania z Bogiem odkładam na później).

Czy nie wariujemy? Ludzie zapatrzeni w monitory, ekrany. Świat duchowy przenosimy w wirtualną przestrzeń, a przecież to jest nasz hiperrealny świat. Zastanawiam się głośno, na ile te wszystkie internetowe rekolekcje pomagają znaleźć czas dla Boga a na ile oduczają nas wyjścia z domu i pójścia do kościoła. Dla ducha potrzebne jest, byś wziął/ wzięła swoje ciało i wyszła/wyszedł poza przestrzeń swojego biurka, tabletu czy etui od komórki. Na tym polega wyjście na pustynię, by zmienić środowisko. Stara zasada życia wewnętrznego. A my co? Odpalimy o. Szustaka na kompie (swoją drogą mądrego człowieka) czy innego kapłana i rekolekcje wielkopostne odfajkowane. Nie! To nie są rekolekcje. To są nauki rekolekcyjne. Do rekolekcji potrzeba odejścia na bok, właśnie poświęcenia czasu, zmiany przestrzeni, oderwania się od tego co zazwyczaj…
Z resztą to nie tylko sprawa rekolekcji. Każdy kto był u nasz Akademickich Gorzkich Żalach – zna różnicę między live a online. Przepaść. Być u kogoś na ślubie, a oglądać fotki i lajki dawać? Być na urodzinach i smsa wysłać? Nie dajmy się okradać z tego w nas jest takie piękne i ludzkie. SPOTKANIE.

Rusz swoje cztery litery.

Pięść czy serce?

Ponieważ zapominam, że ten blog istnieje, to pisze tak rzadko… 😉

Zauważyłem ostatnio, że pojawia się coraz więcej sugestii dotyczących wiary mężczyzn. Prezentuje się silne męskie pięści ściskające różaniec. Inne… jesteś twardzielem – chodź na Mszę. Rozumiem, że chce się pokazać, że wiara też jest męska.
Ale czy męstwo to bycie Rambo? Czy mogą być męskie łzy i wzruszenie? Czy delikatny dotyk policzka może być męski czy nie? Może. Stawiam tu zdecydowane może. Mało tego, może i powinien.
Ja na różańcu, na Mszy, w rozmowie z Bogiem nie chcę być jakimś komandosem. Nie umiem. Przed Bogiem czuję się często bezbronny, słaby, grzeszny. Siłę odnajduję w Nim, męstwo także, odwagę też.

A żołnierzem to warto być w obronie kobiety, kultury osobistej, odpowiedzialności. Pokaż jaki jesteś silny w walce z własnym egoizmem. Tu się wykaż. Siła to nie tylko agresja. Człowiek o silnym charakterze nie musi być agresywny. Głęboka wiara to nie kwestia barw wojennych.
Są i tacy twardziele, co ciągle trzymają gardę, klną, rozpychają się łokciami, boisz się im w oczy spojrzeć, bo wiesz co im do łba strzeli. Jacy z nich mężczyźni pokaże ich relacja z najsłabszymi.

Luksus ciszy

Wczoraj prowadziłem spotkanie o ascezie. Także i ja odkryłem, że asceza ma być zwyczajnym środkiem w budowaniu harmonii ze światem, w rozpoznawaniu siebie, woli Boga. To właśnie dzięki ascezie człowiek staje się bardziej sobą, bardziej ludzki. Umie odnaleźć się w rzeczywistości, skonfrontować się z nią. Tak sobie myślę, że brakuje nam w życiu milczenia. Takiego spokoju, który pozwala nam spotkać się ze sobą, z naszymi myślami, pragnieniami, namiętnościami. Bo to właśnie dzięki ciszy umiemy także rozpoznać nasze grzechy, poznać jacy tak naprawdę jesteśmy. Bp. Dajczer pisał: Naród wybrany odkrył we własnej słabości prawdziwą tajemnicę Boga. Jeśli doświadczasz swojej słabości, to jesteś wzywany przez Boga, byś rzucił się w ramiona Jego miłosierdzia. Pustynia jest po to, byś zwrócił się ku Temu, który jest samym miłosierdziem.
A gdyby zafundować sobie detoks od dźwięków, od muzyki? Gdyby tak wyjąć słuchawki z uszu, nie włączać radia, YT, Voice of …, X Factor, etc.? Taki tydzień. Dać sobie komfort zetknięcia się z własnym myśleniem.
Taki moment odejścia odkrywa przed nami również radości, którymi żyjemy. Pozwala nam czuć się bardziej i przekraczać siebie. św. Augustyn tak pisał: „Panie, daj abym poznał Ciebie i abym poznał siebie”.

O księdzu Krzysiu

No i mamy nową gwiazdę w Kościele. Trudno powiedzieć czy wschodzącą czy spadającą, ale świeci wyraźnie. Cóż powiedzieć o ks. Krzysztofie? Oglądając i słuchając go, zauważyłem, że szuka pomocy. Czuje się skrzywdzony i chce, by mu pomóc. Po drugie ma wyjątkową potrzebę ogłoszenia światu jak wygląda jego sumienie. Zwołał zatem konferencję prasową, by powiadomić urbi et orbi, że żyje w grzechu. Jako wierzący kapłan, przyzwyczaiłem się, że takie sprawy załatwia się raczej w pełnej dyskrecji, w konfesjonale, w obliczy Jego miłosierdzia… Ks. Krzysztof pragnie rewolucji w Kościele. Słuchając jego słów zastanawiam się co go jeszcze w tym Kościele trzyma, jaką wykładnie Pisma przyjął? Powiem szczerze, martwię się o niego. Nie da się stać przy ołtarzu z takimi poglądami jakie on głosi i nie być wewnętrznie skonfliktowanym. A jeśli się da, to oznacza, że coś już obumarło. Będę się zatem modlił, o prawdziwy pokój serca dla mojego brata w kapłaństwie.
Muszę na koniec pogratulować mu sprytu. Tak się pięknie wypromować, obiecać ekskluzywne, wyłączne wywiady wiodącym mediom, załatwić sobie taką reklamę i mieć już gotową do druku napisaną książkę w j. włoskim i polskim? No, no… podziwiam. Być może niektóre redakcje już poczuły się oszukane i wykorzystane. Chciały smażyć swoje kiełbaski a tu rozbiły bank dla księdza, co na swoich skłonnościach zarobić umie.

Moment doświadczenia Kościoła

Czasami ma nieodparte wrażenie, że doświadczenie czym tak naprawdę jest Kościół jest dostępne dopiero przy uznaniu własnej niewystarczalności. To świadomość, że potrafię czynić zło, którego ostatecznie nie chcę, sprawia, że dostrzegamy konieczność przyjęcia pomocy. Pomocy, która postawi nas na nogi, gdy grzech znokautuje nasze sterylne wyobrażenie o własnej przyzwoitości. Tym, który nas leczy jest lekarz Jezus. Tym, który nas szuka kiedy czekamy na ratunek jest Pasterz Jezus i Tym, który w nas wierzy nawet kiedy my już tracimy w wiarę w siebie samych jest On – Jezus Chrystus.

On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych

Jest wiele kontrowersji w sprawie uchodźców. Może już powoli mamy dość tych wszystkich doniesień. Można tak zmęczyć człowieka jakimś tematem, nawet bardzo ważnym, że w końcu człowiek odpuszcza i niech robią co chcą. Czuję, że niedługo tak się stanie ze sprawą uchodźców. Czytam te komentarze z prawa i z lewa… mnóstwo emocji, argumentów, filmików – tych spreparowanych także.

Dzisiaj jednak na liturgii odkryłem, że jakkolwiek to nie zabrzmi dla niektórych jako oczywistość, to mamy obowiązek modlić się za uchodźców. Bardzo ogólnie powiedziane. I za tych, co faktycznie uciekają śmierci spod kosy, i za tych, co chcą namieszać w Europie, i za tych, co decydują o losach naszego kraju. Tak, słów pada wiele, trzeba tyle samo jeśli nie więcej wypowiedzieć do Boga. Jeśli my, chrześcijanie nie będziemy się modlić za przyjaciół i nieprzyjaciół, to kim będziemy? Kim się staniemy? Chrystusowi na pewno nie.

Boleść wychodzenia poza siebie

Ło ludzie, są takie momenty, że nic się nie chce, a szczególnie zabrać do roboty, którą trzeba obowiązkowo zrobić (na szczęście jest blog;)). No jak to jest, że przekraczanie siebie tak boli, tak bardzo upokarza naszą zdolność do wyolbrzymiania własnego geniuszu. Bo przecież to musi być genialne! Odkładać zajęcia na ostatnią chwilę a potem na łeb na szyję, w minimalnym czasie, z powiekami na zapałki zrobić w dwie godziny to co się powinno robić w pięć.

No nie można spokojnie! 😛 I dlaczego jak czeka robota, to nagle przypomina się milion alternatywnych prac, które mogłyby poczekać, ale skoro czekają już tyle to trzeba je kiedyś zrobić?

No to pa.

Trudne tematy zmieniającej się Europy

No i nawet ja piszę u uchodźcach, choć jak wiemy to nie to samo co imigranci.

Na naszych oczach tworzy się historia. To, że Europa to nie tylko kontynent, ale także kultura i całe dziedzictwo nie trzeba nikogo przekonywać. Europa to nie tylko szerokość geograficzna, to nie tylko akweny i góry to także, my. Ludzie, którzy czują się u siebie jak w  domu.

W miniony Wielki Poniedziałek – drugi dzień Wielkanocy, rektor KUL napisał: Europa została zbudowana na trzech wzgórzach: Akropolu, Kapitolu i Golgocie. W rzeczywistości te trzy wzniesienia nie są jednak sobie równe. Golgota odgrywa rolę szczególną. Cywilizację europejską tworzyli bowiem chrześcijanie, którzy z zagłady starożytnego świata ocalili i przechowali to, co ten świat stworzył i miał najcenniejszego: grecką filozofię i rzymskie prawo, czyli rozum i sprawiedliwość. (…) Chrześcijanie nie tylko przenieśli ideały Greków i Rzymian przez okres wędrówki ludów, ale również przyswoili te ideały, dogłębnie je przetworzyli i udoskonalili, dając początek prawdziwemu humanizmowi – pisze rektor KUL

Zgadzam się z tą wypowiedzią. Jak zatem ocenić to co się dzieje teraz w Europie? Czy pomagać braciom? Tak. Czy kochać? Tak.
Czy kochać siebie? Też. Czy szanować naszą kulturę? Także.
Bardzo proszę, przyjmijmy braci i siostry. Jednakże niech szanują nasz kraj, naszą tożsamość, naszą wiarę. Chcą mieszkać u nas? Dobrze. Niech się uczą naszego języka, niech pracują w warunkach jakich my pracujemy, niech otrzymują socjal jaki otrzymują Polacy. Niech nie zmieniają naszego kraju, kraju naszych ojców. Szanujmy ich, wspierajmy, ale nie pozwólmy, by deptali co dla nas jest święte.
Jeśli ktoś nie chce mieszkać w Polsce, nie musi. I nie ważne czy to muzułmanin czy chrześcijanin. Kochać trzeba każdego. Dajmy pracę i polskie zarobki. Niech żyją między nami. Niech widzą czym jest chrześcijaństwo, nasza kultura, czym jest miłość.

Kochaj bliźniego swego jak siebie samego… To, że kogoś kochamy nie oznacza, że ma on wobec nas inne prawo. Jeśli ktoś nie uszanuje naszego prawa? Dziękujemy, jedź tam gdzie ludzie pozwolą sobie wejść na głowę.

Jeśli cię ktoś uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi (Mt 5,39) A co zrobić jeśli ktoś uderzy Cię w lewy? Zastanawialiście się? Uderzyć w prawy, zewnętrzną stroną ręki to oznaka upokorzenia, ale uderzyć kogoś w lewy policzek to już zamach. Co mówi Pan Jezus kiedy oberwał od sługi w lewy policzek? Dlaczego mnie bijesz? Uważam, że mamy prawo postawić warunki.

Zadziwiająca motywacja

Dzisiaj odkryłem jak motywujący może być mały drobny gest sympatii. My sobie chyba nie zdajemy sprawy jaką moc ma pozytywne wsparcie. Może dlatego, że chyba jednak za mało udzielamy pochwał i co jest konsekwencją mało ich słyszymy. Co bardziej motywuje:
jesteś do niczego, weź się w garść czy wierzę w ciebie, że ci się uda, dasz radę…
No właśnie. Zatem nie bądźmy skąpi w dobre słowo.

 

 

Ps. Zapomniałem o blogu, moim blogu. ;P

1 2 3 11