Boleść wychodzenia poza siebie

Ło ludzie, są takie momenty, że nic się nie chce, a szczególnie zabrać do roboty, którą trzeba obowiązkowo zrobić (na szczęście jest blog;)). No jak to jest, że przekraczanie siebie tak boli, tak bardzo upokarza naszą zdolność do wyolbrzymiania własnego geniuszu. Bo przecież to musi być genialne! Odkładać zajęcia na ostatnią chwilę a potem na łeb na szyję, w minimalnym czasie, z powiekami na zapałki zrobić w dwie godziny to co się powinno robić w pięć.

No nie można spokojnie! 😛 I dlaczego jak czeka robota, to nagle przypomina się milion alternatywnych prac, które mogłyby poczekać, ale skoro czekają już tyle to trzeba je kiedyś zrobić?

No to pa.