Małość, małość, małość… smutna małość wielkich

Bardzo mnie martwi i smuci sytuacja na Ukrainie. Dotarły do mnie też wczoraj prorocze słowa śp. Lecha Kaczyńskiego z 2008 r. Słowa, które w obliczu obecnych wydarzeń wydają się proroctwem o niebezpiecznie wysokim priorytecie.
„Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd.” – wypowiedź z 2008 r. w Tibilisi.

Nie chcę tu o Rosji mówić, choć wydaje mi się, że za tak otwartą postawę Kaczyńskiego trzeba było zapłacić ogromną stawkę.

Zaczynają do mnie docierać coraz bardziej słowa Jana Pawła II, który tak często nawoływał do ludzkiej solidarności. Solidaryzujemy się w necie, modlimy się wspólnie, ale czy wielcy tego świata też nie mogą się solidarnie wstawić za życiem, życiem ludzi, którzy chcą tak niewiele – wolności? Kto jest wielkim tego świata? Wielcy tego świata okazali się mali i słabi i tchórzliwi.