Towarzyszenie

Jak widać na załączonym obrazku majówka się udała. Brak cywilizacji wychodzi na dobre, szczególnie, kiedy na co dzień ktoś, coś ciągle chce. A może tak poszukać sposobu jak robić sobie taki reset już po powrocie? Jest to niezwykle ważne dla naszego ducha, umysłu i ciała. Postanowienie pomajówkowe – zrobić plan „przywracania systemu”. :)

Byłem dzisiaj rano w holu sali gimnastycznej. Zgadza się, moi uczniowie zdają maturę. Niesamowite uczucie być tam z nimi. I niby nie miałem powodów do stresu, ale jakoś wyjątkowość kolektywnego egzaminu, który jest bramą w dorosłość, udzieliła mi się szczególnie. Żałuję, że nie mogłem dzisiaj siedzieć w komisji, patrzeć jak się zmagają i tak po prostu z nimi być.

To jest z resztą takie franciszkańskie, być, towarzyszyć tym, którzy są obok. Na tym polega charyzmat franciszkański i podoba mi się to bardzo, jest to coś wyjątkowo naturalnego. Skoro się kocha, to chce się być blisko.

Polska, to brzmi dumnie

Dość długo nie mogłem pojąć cyrku z czekoladowym orłem. W sensie po co, dlaczego z czekolady, co do tego ma nasz Prezydent? Zaraz, zaraz…, dalej nie za bardzo to ogarniam, ale rozumiem, że chodziło o propagowanie godła? To znaczy czekoladowego godła? No nie pojmuję specjalnie, ale co tam. Przypuszczam, że chodziło jakieś wielkie, narodowe dobro.

Kiedyś zastanawiałem się, jak człowiek staje się patriotą? Niedawno odkryłem, że poprzez świadomość historyczną, społeczną, którą zdobywa się szczególnie przez poznanie historii tego, co wokół mnie. Chodzi o tożsamość z tym co polskie, a jednocześnie świadomość realnego wpływu historii na mnie i mnie na historię. Co prawdą są i tacy, co programowo wmawiają Polakom, że są zacofani, tylko dlatego, że bronią polskiej tradycji i wiary. Boże, widzisz i nie grzmisz! Tak, zbudujmy wszystko nowe, nową Polskę, bez korzeni, bez wiary, bez niczego. Zbudujmy Polskę, gdzie co polskie, będzie określało wszystko to, co z naszą ojczyzną nie ma nic wspólnego.

Może dla niektórych Bóg, honor i ojczyzna nie mają znaczenia, może. Dla mnie Bóg ma – sprawa jasna, o honor staram się walczyć, a ojczyzna… kocham ją szczerze i będę robił wszystko, by nie rozdziobały ją kruki, wrony, wróble, cokolwiek, co zagraża temu co polskie. Coraz bardziej interesuje mnie to w jakim kraju żyję. Chociaż łac.powiedzenie mówi, że w wysokie drzewo piorun strzela, to chce się wybijać, a nie równać do nieświadomej masy, jeszcze polskiej masy.

 

Dociekać prawdy… trzeba.

Obejrzałem wczoraj z zaciekawieniem reportaż filmowy: Bunt stadionów. Polecam.Współczesny areopag jakim stały się stadiony jest wyjątkowo niewygodny dla wielkich tego świata. Okazuje się jednak, że trzeba się liczyć z ludem i się liczą, a właściwie linczują medialnie. No nie mogę się pogodzić z dwoma sprawami, raz, że ludzie tak łatwo wierzą mediom. Co w telewizji to święte, a przecież wiadomo, że telewizja kłamie :) Przerażające jest to, że jak ludzie coś obejrzą w serwisie informacyjnym, to jak prawda objawiona. Tak jest i koniec, i nie pogadasz. Z drugiej strony boli, że tak ciężko jest przecisnąć się prawdzie. Dzięki Bogu jest internet, gdzie można sobie linki podsyłać, choć boję się czy i w sieci nie będzie cenzury. Póki co, warto szukać informacji o tym co nie jest z mainstreamu. Na całe szczęście mamy głęboko w środku zakorzenione pragnienie prawdy, a niektórzy mają odwagę jej dociekania.

P.S.

P.S.2 Tutaj link o tym ilu z pedofilów to księża.

 

Mizerna szansa

Zbliża się 12.00 – godzina trykających się koziołków w Poznaniu, pojedynków i orędzia papieskiego. Kiedy tak całkiem niedawno papież Franciszek powiedział, że Karierowicze w Kościele to złodzieje i zbóje, słowo Ojca nabrało szczególnej mocy. Wiele gazet i portali niesprzyjających Kościołowi, zaczęło cytować papieża. Masowe nawrócenie? ^^ Bynajmniej. Jak można wytknąć, dokopać, rozliczać to zaraz zapał ewangeliczny udziela się szczególnie tym, co od Ewangelii stronią. Ciekawe, bardzo ciekawe 😛 No cóż. Dobrze, że chociaż i tyle. Zakładając, że i wielu z nich jest ochrzczonych, zatem tworzą ten Kościół karierowiczów, jest szansa, że zastanowią się nad sobą. Szansa jest, choć mizerna jak stajenka.

Pytam się skąd w ludziach jednak tyle agresji w stosunku do duchownych? Dzięki Bogu nie doświadczam tego na co dzień, ale pewnie i tak dla jednych jednocześnie byłbym gejem a dla innych babiarzem. 😛

A tak poza tym, to pozdrawiam serdecznie ciesząc się wiosną za oknem, bo jest pięknie.

Są sprawy, które powinny być bezdyskusyjne

Nawet radość z 4 bramek Lewego nie jest w stanie przykryć mojej pełnej niepokoju refleksji nad tym, co wydarzyło się na dniach we Francji. Jak pewnie wiecie, można tam zawierać małżeństwa homoseksualne i te związki – tak, dla mnie to dalej są związki, tylko i wyłącznie, mogą adoptować dzieci. Czuję się bardzo niepewnie obserwując co się dzieje. Następuje jakieś fundamentalne załamanie tego, co do tej pory było nienaruszalne, statusu rodziny, przysługującego mężczyźnie i kobiecie. To tąpnięcie sprawia, że dziecko nie ma już prawa, by mieć mamę i tatę, jak to w zamyśle postawił Pan Bóg. To dorosły wchodzi w miejsce Boga i mówi, nie! Nie będziesz mieć mamy lub nie, nie będziesz mieć taty.

Czy to jest normalne? Tak samo czy normalne są programy edukacji seksualnej dla przedszkolaków? Ludzie, co się dzieje, ku czemu to wszystko zmierza? Zmiana struktury rodziny sprawi, że rodzic to nie ten, kto rodzi, że rodzic nie jest mamą, ale jest np. waginoosobą. Jeśli facet jest wstanie dać dziecku to, co oferuje mu kobieta, mama, to czy jest wystarczająco męski, by zaoferować też to, co powinien przekazać ojciec? Bo jeśli jest równie męski i żeński, w pełnym i doskonałym wymiarze, to chyba jest Bogiem?

Punkt graniczny

Nie zastanawialiście się czasem ile można od kogoś drugiego wymagać, czy spodziewać się po nim? Nie, no wiem, że to zależy od zażyłości, ale i tak jest to moim zdaniem problem. To jest pytanie kiedy mam prawo być zawiedziony i czy w ogóle o tym mówić? To co dla jednej strony jest jasne dla drugiej nie musi wcale takie być, to wiemy, ale gdzie jest leży ten punkt graniczny, że mamy prawo spodziewać się konkretnej postawy? Bez odpowiedzi na to pytanie, nie można wymagać.

Szukam relacji, która da mi poczucie bezpieczeństwa, w której ktoś będzie wychodził na przeciw moim oczekiwaniom, może nawet je ubiegał, ale skąd druga strona ma wiedzieć czego ja chcę? Choć przecież o pewnych sprawach nie trzeba mówić, a może trzeba, tylko ile razy? W końcu szuka się chyba też kogoś kto będzie dla nas na tyle ogarnięty, że właśnie pewne oczywistości są wspólne.

Jan Grzegorczyk napisał książkę o pięknym tytule: Każda dusza to inny świat. Szukamy chyba tych światów do siebie podobnych, a czasem już nie ma siły, by przekształcać inną rzeczywistość tak, by pasowała do naszej i z resztą czy mamy do tego prawo? Trudne jest uznanie odrębności drugiej osoby, szczególnie wtedy kiedy zaczynamy się spodziewać… I kto mi powie, gdzie jest ten punkt graniczny? Kiedy mam prawo się spodziewać, być rozczarowanym, a kiedy nie?

Na taboret po cukierki

Dzisiaj odprawiając Mszę św. dla przedszkolaków wyszła na jaw życiowa sprawa. Dzieci pięknie powiedziały, że w domu wysoko na szafce są słodycze. Te cukierki są za wysoko, zatem, aby tam się wdrapać trzeba postawić taboret, albo i dwa. Pytam dzieci czy wolno się wdrapywać, odpowiadają, że nie. Dlaczego nie? Bo można spaść i się połamać. Pytam zatem, dlaczego te słodycze są tak wysoko i schowane na dodatek. Dzieciaki mówią, że nie wolno za dużo jeść, bo będzie bolał brzuszek i zęby będą z próchnicą.

Jak to się dzieje, że dziecko wie dlaczego nie może jeść cukierków, wie, że nie wolno się wdrapywać a mimo wszystko to robi? No dobrze, powiemy, że nie przekonało się o konsekwencjach, więc musi sprawdzić. Dorośli, zauważmy, wcale nie są lepsi. O ile dziecko musi wyuczyć się życia, tyle dorośli…, no właśnie, co z nami? Ech, to nasze ja. Ja wiem, ja umiem, ja chcę, ja nie wierzę… A może warto: ja się mylę i ja nie ufam, ja jestem jak dziecko stojące przed szafką, na górze której są zakazane cukierki.

Z dzisiejszej Ewangelii: Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. 

Panie Jezu, tylko czy Ty nam odpowiadasz jako Pasterz?

Tlen potrzeny od zaraz

Właśnie wróciłem z przejażdżki rowerowej. Bajeczka normalnie:) Cieplutko, wiaterek, przyroda… Wspaniale. No i oczywiście tlenu pod dostatkiem, aby umysł poprawnie pracował. Polecam wszystkim. Niektórzy mówią mi, abym się wreszcie wyspał porządnie, ale jestem z tych, co wolą się przy piłce lub na rowerku spocić, niż popołudniu drzemkę uskutecznić. Poza tym tlen dobrze robi.

Przeczytałem dzisiaj, że wg pewnego pana nauczanie o cudach Jezusa w szkole może szkodzić dzieciom. Hm… No nie wiem, nie wiem. Chyba ewidentny brak tlenu, albo grzech. Grzech? No tak. Jak mawiał mój  wykładowca, głupota jest grzechem ponieważ jest wykroczeniem przeciw rozumnej naturze ludzkiej :) Ale nie posądzam tego pana o głupotę. Polecam rowerek i przyrodę. Pomaga się zdystansować do wielu spraw, endorfiny wywołują: „efekt banana” na twarzy 😀 a zbędne kalorie zaczynają się bać! Idź precz paskudna kalorio^^. No i maturzystom tlen polecam :) aby mózgu nie przegrzać przed startem.

Kilka fotek z dzisiejszego wyjazdu w galerii- jeśli się uda wgrać:/. Zapraszam :)

 

P.S> zgubiłem licznik, buu.

Niepojęty ten świat

Często tak sobie myślę o ludziach, świecie o sensie. Czego sensie? A wszystkiego, właśnie, że wszystkiego. Bywają sprawy tak niepojęte i dziwnie trudne. Dziwnie, bo rozwiązanie wydaje się banalnie proste i chyba, tylko dlatego niemożliwe.

Przeżyłem dzisiaj efekt biurokracji w życiu kapłańskim. Co prawda ja nie byłem w tym sporze stroną, ale zostałem w sprawę włączony i faktycznie, trudno było mi zrozumieć upór kapłana. Ech… Choć i pani przyznała, że nerwy puściły i potem…, a potem to pewnie zabrakło dobrej woli i każdy chciał postawić na swoim, i uniósł się honorem, i na złość babci odmrożę sobie uszy.

Z drugiej strony na DA byli dzisiaj ludzie z Drużyny Szpiku, zajmujący się propagowaniem zgłaszania się na potencjalnych dawców dla chorych na białaczkę. I jeszcze te wybuchy podczas maratonu. Ciężko to jakoś sensownie ogarnąć, co? Człowiek człowiekowi wilkiem jak w mordę strzelił.

Kościół krwią podlany

Tak się dzisiaj zastanawiałem z uczniami w szkole… Jak to jest, że to, co głosi Kościół jest dla niektórych, nawet niewierzących, tak bardzo wkurzające? Przecież co komu do tego, czym ja żyję, skoro nie wyrządzam nikomu szkody. Czy kogoś krzywdzę uważając, że aborcja jest zła? Czy ktoś cierpi z powodu mojego przekonania? Dlaczego tak bardzo Kościół jest solą w oku? A może to pokazuje Jego wartość? O papieżu Franciszku usłyszałem w kilka dni po jego wyborze na Stolicę Piotrową, że musi być dobry, skoro go tak lewica nie lubi. Coś w tym jest! Kościół rośnie nawet wtedy, kiedy jest podlewany krwią swoich wyznawców.

Tych powodów dla których ludzie Kościoła, a raczej ludzie Chrystusa będą wręcz nie tylko wyśmiani, ale i znienawidzeni jest dużo. Przyjąć trzeba to za normę. Skoro Jezusa tak potraktowano czy nas świat oszczędzi? O, nie! I bynajmniej nie jest to powód do rozpaczy. Coś musi być w tym Kościele skoro taki zacofany, a 2000 lat się trzyma i ludzie nie są w stanie Go zbagatelizować. Jakiś niebezpieczny czy co?

1 8 9 10 11