Tarcie

Praktycznie tydzień temu usłyszałem zdanie, które pewnie zapamiętam do końca życia. Niby oczywiste, ale tak to już bywa, że czasem wpadnie coś w ucho i na dół do serca zleci 😉 Cóż to za objawienie spytasz? Mianowicie: aby człowiek mógł iść musi być tarcie. Proste? Mało tarcia – to się ślizgasz, bez tarcia – fruwasz :) I tak sobie myślę, że często chcielibyśmy chodzić bez tarcia, w sensie latać. Latać nie możemy ^^ pozostaje nam tarcie. Tarcie jest dobre, dzięki temu człowiek się nie wywraca. Kojarzysz oblodzony chodnik? Piachem się go sypie – więcej tarcia nam potrzeba.

W życiu nie należy bać się tarcia, jeśli tarcie jest dojrzałe, to dzięki niemu pion utrzymasz, nie zdziczejesz, nie schamiejesz. Dzięki tarciu jest możliwe szlifowanie. Nawet diament potrzebuje tarcia. Nie bójmy się tarcia. Tarcie musi jednak być wspomagane pokorą i cierpliwością.

Zobaczyć to oblicze

A napiszę wreszcie coś.

Zastanawiam się ostatnio jaki On jest. Na ile potrafię Go rozpoznać i dalej… co robię z wiedzą na Jego temat? Czasami czuję, że tak bardzo Go nie znam. Zaczynam rozumieć, dlaczego niektórzy teologowie twierdzą, że bardziej możemy powiedzieć jaki On nie jest, niż jaki jest. Znaczy się znam fakty z Jego życia, okoliczności śmierci, najbliższych… Niebywały cel Jego misji na ziemi. Wiem co mówi o sobie i… no właśnie. Jest miłością. Żeby tak to przetrawić dobrze. Wydaje się, że wiadomo co to oznacza. Jednak jeśli dopowiemy, że jest czystą miłością, samą miłością, miłością jakiej nie zaznaliśmy, a za którą tęsknimy…, jest szczytem miłości. To co wtedy? Co to oznacza? Dlaczego zatem moja postawa wobec Niego jest taka a nie inna? A może tylko na poziomie rozumu Go rozpoznajemy? Może ta prawda o Nim musi pokonać tę długą drogę między rozumem a sercem? Tomek Budzyński u nas na spotkaniu mówił o tym jak rozum przeszkadza… Nie wiem czy przeszkadza, ale wiem, że centrum duchowości franciszkańskiej jest doświadczenie sercem a nie umysłem.
Jest przepiękna piosenka :
https://www.youtube.com/watch?v=P4NfRSfV_PE

Słuchając jej, a właściwie zanim ją wysłuchasz przeczytaj piękny tekst, który trzeba kontemplować z pieśnią w tle. To Ks. Liczb, rodz. 4:
25 Niech Pan rozpromieni oblicze swe nad tobą, niech cię obdarzy swą łaską. 26 Niech zwróci ku tobie oblicze swoje i niech cię obdarzy pokojem.

Rozumiesz? Możesz poznać oblicze Boga. Jakże piękne jest to oblicze?! To oblicze ma też konkretne imię. Jezus! Słodkie imię Jezus.

 

Krew

Ostatnio rzadko piszę. Przepraszam, może kogoś rozczarowałem.

To będzie krótki wpis. Chcę zaznaczyć to o czym milczą media, o masowej rzezi chrześcijan np w Nigerii czy Iraku. To jest jakiś obłęd. Jak można  tak milczeć? Tysiące ludzi… Dostępne zdjęcia w necie z poucinanymi głowami także dzieci, ludzie zarzynani jak jagnięta…

Boże przebacz im, bo nie wiedzą co czynią

Człowiek człowiekowi wilkiem a zwierzę mu człowiekiem

Ostatnio sporo czytałem na temat cierpienia zwierząt podczas zabawy ze sztucznymi ogniami, widziałem także akcje protestujące, by nie zamykać schronisk dla psów. Można też adoptować takie zwierzaki. Pojawiają się także akcje, które ukazują cierpienie karpi przed wigilią, jakby były ludźmi. Naturalnie, że jako syn Patrona ekologów uważam, że nie wolno katować zwierząt, i że niektórzy ludzie zamieniają się w zwierzęta. Ale co to oznacza, że ktoś staje się jak zwierz? No właśnie, przestaje być człowiekiem. Kieruje się czymś nieludzkim, czymś złym.

Św. Franciszek jak bardzo by nie kochał zwierząt, to nigdy nie stawiał ich na równi z człowiekiem. Nigdy! Człowiek jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Kiedy Stwórcę wyrzucimy z życia, kim jesteśmy w relacji do zwierząt. Przecież tak samo jak i one zamieszkujemy tę planetę, eksploatujemy ją. Mało tego można powiedzieć, że ją też na własne potrzeby niszczymy, zabijamy zwierzęta. Wyrzucając Boga ze świata zaczynamy zwierzęta humanizować.

Sprawa jasna, o zwierzęta należy dbać. Zanim jednak zaczniemy zbierać na schroniska dla zwierząt, nie wspomnę o pogrzebach dla zwierzaków, fryzjerach, etc., zatroszczmy się, by obok nas ludzie nie byli głodni, by mieli za co leki wykupić, gdzie głowę położyć, by dzieci miały przybory szkolne, artykuły sanitarne… Litujemy się nad zwierzętami, może czas zacząć humanitarnie podchodzić do ludzi?!

Uprzywilejowane peryferie

Bóg przełamuje ustalone prawa przestrzeni, czasu, ontologia chwyta się za głowę i dopiero, gdy znów ujrzy w chwale przychodzącego Jezusa znajdzie odpowiedź na wiele stawianych pytań, słusznych pytań. Odkryłem ostatnio, że Pan Jezus nie chodzi głównymi alejami. To znaczy się może i chodzi, ale dla wielkich dzieł upodobał sobie boczne ścieżki. Narodził się nie w mieście, ale poza miastem, w grocie. Śmierć ponosi też poza miastem, na Golgocie. Wydaje się, że chcąc poznać Boga, trzeba nie iść głównym nurtem. Jak zauważa pp. Benedykt XVI by stawać się chrześcijaninem trzeba wyjść poza to, o czym wszyscy myślą, czego chcą, należy odrzucić dominujące kryteria, by odnaleźć kryterium prawdy jakim jest Prawda żywa.

Jak daleko trzeba odejść od świata, by zacząć go rozumieć? Jak daleko trzeba odejść od tłumu, by odnaleźć człowieka? Jak daleko trzeba nam odejść od bożków współczesnych, okradających nas z czasu, relacji, pieniędzy, nadziei, by odnaleźć Boga?

Ile trzeba wysiłku, by zrozumieć, że Pan Bóg tak często nie mieści się w naszych oczekiwaniach? Jeśli Boga mam także szukać w człowieku, to pora, by nasze oczy szukały odrzuconych a nie wielkich tego świata. Jest jednak w nas samych jakiś dziwny pęd ku „miastu”, ku temu co postępowe, kolorowe, wygodne, mało indywidualne, głośne. Nie tędy droga.

Aby zobaczyć piękno gwiazd musisz wyjechać poza miasto. Zrozumienie siebie, celu swojego życia, a nawet zrozumienie fenomenu śmierci odbywa się z dystansu do miasta.

I zamieszkało między nami.

Milulek

A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. ( J 1, 14)

W oryginale przeczytamy zamiast zamieszkało – rozbiło namiot wśród nas. Izraelici kiedy szli do Ziemi obiecanej rozbijali namioty, w jednym namiocie przechowywano tablice przymierza, największą świętość. W tym namiocie mieszkał Bóg. Pan Jezus przychodzi na świat i zamieszkuje w nim na tych samych warunkach, co my, między nami, po sąsiedzku, tuż obok. O Boskie szaleństwo! Bóg zamieszkuje w Twoim domu, Twoim pokoju, Twoim najbliższym otoczeniu. Staje się absolutnie jednym z nas. To się w głowie nie mieści!
Jest taki namiot, o gigantycznych możliwościach, który może Boga pomieścić.
O serce człowiecze, gdybyś zechciało tylko…, gdybyś otworzyło swoje wrota.

Jezu zamieszkaj w sercu moim. Boże narodzenie A.D. 2014. Boże niech dorastam razem z Tobą, abym ujrzeć mógł blask zmartwychwstania.

Ciepło – zimno

Właśnie jadę pociągiem do Torunia. Kiedy wszedłem do przedziału zaskoczyły mnie otwarte 2 okna. Ogólnie nie jest jakoś wybitnie gorąco, kto nie wierzy, niech wyjdzie na dwór i poczuje te nasze, polskie tropiki. 😉 Pociąg stał, założyłem kaptur, ale kiedy ruszył poprosiłem, by zamknąć okno kolo którego siedziałem. Pozostało jeszcze jedno otwarte. Całego świata nie zmienię, to zmieniłem wagon :-) usiadłem przy oknie, nogi blisko grzejnika – tu można wspomnieć inna przygodę kiedy spalilem podeszwy od butów….  wracając jednak do tematu… Chłodno, normalnie chłodno mi się zrobiło. Myślę sobie, no z deszczu pod rynnę i nagle… Jak nie buchnie ciepłem, jak nie buchnie żarem, jak nie buchnie piekłem – no dobra, poniosło mnie :-) chciałoby się otworzyć okno, ale po chwili… Znów chłód. Ksiądz prof. Bartnik (moi uczniowie klas II wiedzą o co chodzi, pozdrawiam) pisze, że człowiek jest bytem temporalnym, sekwencyjnym. Jedna z Polonistek z LOMM dopowiedziała, że jest istotą niedokonaną. I tak jak w tym regio nie ma termostatu, tak w człowieku dokonują się sekwencyjnie powtarzane wybory.

I będzie już tak, że wyborami należy potwierdzać opcję fundamentalna w nas samych. Choć wydaje się,  że nigdy nie podejmujemy takich samych decyzji. Każdy wybór nas choć trochę zmienia. Niebywałe, jak bardzo się zmieniamy. Oby na lepsze.

 

 

 

 

Życie jest za krótkie, by żyć szablonowo

Proszę o wyrozumiałość, to pierwszy wpis z komórki 😉

Jak ważni są przyjaciele… Ostatnio widziałem niesamowitą sytuacje na szpitalnym korytarzu. Przybyszewskiego, koło windy, parter, niedaleko oddziału k3. Idę tym korytarzem i widzą dwóch facetów, jeden siedzi, drugi w kurtce stoi przed nim, lekko pochylony w jego kierunku. Spoglądam na nich i co widzę? Ten siedzący to pacjent, prawdopodobnie neurochirurgii. Jego znajomy właśnie wyciąga małe kolorowe, urodzinowe, świeżo zdmuchniete świeczki z… trzech hermetycznie zapakowany kiełbas. Na opakowaniu była naklejona informacja o cenie, rodzaju i wadze kiełbasy. Zaraz zapytałem pana na wózku które to urodziny, 37 były. Kolega prędko dodał, że to taki tort, bo przyjaciel nie przepada za słodkim a woli wędliny. Złożyłem życzenia,a jakże! Co za genialna scena! I ta radość w oczach jubilata. A skreconych jak świerki niebieskie, żółte, czerwone, zielone i różowe świeczki na kielbasie jak dla mnie? Absolutna, ale to absolutna rewelacja :-) komentarze niech każdy sam sobie dopowie.

 

Ech…

Zauważam jak dużo czasami trzeba włożyć wysiłku, by emocje nie wzięły góry nad miłością. Z drugiej jednak strony tłumione emocje mogą eksplodować z podwojoną siłą. Nie wiem jak mają inni… wydawało mi się, że czasami muszę ochłonąć, lub się wygadać, by wypuścić nadmiar „powietrza”. Doszedłem jednak do wniosku, że to nie wystarcza. Potrzeba jeszcze czegoś więcej. Mianowicie, wewnętrznej motywacji, by nie eksplodować. Taka eksplozja mogłaby być uwalniająca, ale czy dobra??? Myślę, że tym „coś więcej” jest  niejednokrotnie racjonalna argumentacja. Niezwykle to dla mnie trudne w przypływie emocji zacząć obmyślać plan działania, by kogoś nie skrzywdzić. Tu pewnie powinienem podziękować za mój męski mózg :) Opanowywanie siebie jest dla mnie bardzo trudne, choć zauważam, że możliwe. I na serio, gdyby nie miłość, to chętnie bym niektórych z góry do dołu, najzwyczajniej w świecie … wyartykułowałbym swoją rację.

Pytanie teraz… czy człowiek ma prawo się czasami wkurzyć? Czy może odłożyć swoją empatię na bok? Pewnie dojrzała osobowość nie powinna rozkoszować się przyzwoleniem na wulkan emocji. Jakże to jednak kuszące?!

Dużo pisać można. Późno już jest. Pozdrawiam Was wszystkich i niepoprawnie krzyknę AAAAAAAAAAAAAA lub zwyczajnie westchnę ech.

Katharsis, który każdy przejdzie

No już napiszę coś…, czasami nie mam parcia na bloga. Jak za długo nie piszę, to trzeba mnie trochę popędzić, to wtedy pewnie coś skrobnę. Pamiętam jeden z portali, dość poczytny, nie powiem, w marcu poprosił, bym napisał felieton, tak na próbę. Przyjął się dobrze, zaproponowano mi współpracę. Zapytałem jak często mam pisać. Odpowiedzieli, że nie częściej niż raz na tydzień. Staram się wywiązać z warunków. Drugiego tekstu jeszcze nie napisałem :)

Może teraz coś z ostatnich moich dni. Przez okres 14 minionych dób przekonałem się o bardzo wielu sprawach. Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie… No dokładnie tak. Dziękuję ludziom, którzy genialnie streszczali prawdę o świecie!!!

Każdy z nas ją zna, wielu już ten etap przechodziło, ale pewnie dla wielu, nawet zapoznanych z mądrością ludową samo doświadczenie jest czymś dalece bardziej szokującym niż można się spodziewać. I co ciekawe, jak to w życiu bywa, otrzymujesz garść życzliwości od ludzi bardzo, ale to bardzo bliskich, a ich jak się okazuje nie jest wielu, lub… tych, po których, byś się nie spodziewał.

Może i dobrze, że tak jest. Takie katharsis przydaje się co jakiś czas, by mieć jasny ogląd co jest matrixem, a co rzeczywistością.

 

P.S. I wkurza mnie fakt…, albo nie napiszę 😛 O!

P.S2. Nie zawsze chce się pisać, bo potem bywa, że muszę się tłumaczyć a o kim, a dlaczego, a co się stało. A ja to zostawiam tu;)

1 2 3 4 11