Wolna wola – władza przepotężna

Zadziwia mnie jak bardzo ludzie nie chcą uwierzyć w realne zagrożenie ze strony zła. Pewnie, że moc demonów jest ograniczona wszechmocą Boga, ale to nie znaczy, że są bezbronne. W dodatku czasami chyba zbyt mocno szastamy na prawo i lewo naszą wolną wolą. Przyzwalamy na za dużo. Nie łudźmy się, że szatan i jego aniołowie tego nie wykorzystają. Wszechmoc Boga sięga do granic naszej wolnej woli. Może właśnie dlatego św. Paweł przestrzega: UNIKAJCIE WSZYSTKIEGO CO MA CHOĆBY POZÓR ZŁA (1 Tes, 5, 22)

Krótko o Kościele

Dzisiaj myśląc nad Kościołem odkryłem, że granica tego Organizmu leży na linii miłości człowieka. Tam gdzie nie ma miłości, tam kończy się Kościół Chrystusowy. Bóg i owszem, wychodzi na peryferie Wspólnoty, by szukać emigrantów. Jednakże nie można mówić, że  należy się do Kościoła, jeśli  nie kieruje się przykazaniem miłości. W Ciele Chrystusa układem krwionośnym jest miłość.

Uczę się Opatrzności Bożej

No tak, jak to mawiał św. Franciszek z Asyżu, genialny Biedaczyna: Nie może poznać sługa Boży, ile ma cierpliwości i pokory, dopóki się wszystko dzieje po jego myśli. I się stało. Najpierw padła mi komórka. Nie wiem kiedy ją wskrzeszę, bo to kwestia karty. Jutro jadę z moim duszpasterstwem na wyjazd integracyjny, zatem, nie powiem, komórka czynna, by się przydała, ale nie... Właśnie dzisiaj to się  stać musiało, kiedy byłem w Toruniu i nic nie mogłem zdziałać... I generalnie to na 19:00 miałem być w Poznaniu, a jestem o 18:22 w samochodzie, przed Inowrocławiem, czyli ok. 20:30 będę w stolicy Pyrlandii.

Można się wściec? Można, ale mimo wewnętrznego napięcia, usiłuję sobie uświadomić, że mam dwa wyjścia: albo się wkurzyć, ponarzekać i nic nie zmienić, albo próbować jakoś to przyjąć na spokojnie, bo i tak nic nie mogę zrobić. Najgorzej to z tym telefonem…, ale skoro Bóg dopuścił, to ino szukać o co chodzi :)

Uczę się cierpliwości, jaki ze mnie uczeń? Dobre pytanie! Ale coraz bardziej staram się ufać Bogu i wierzyć, że każde cierpienie w moim życiu jest z dopustu Bożego, a co się z tym wiąże – dla mojego dobra. Trudne, wymagające głębokiej wiary, ale jakże piękne?!

 

Ego na sitku

Pewnie po raz kolejny nie odkrywam Ameryki, ale zauważyłem, że… nie mogę być w kilku miejscach jednocześnie i to czasami sprawia mi  zawód, tęsknotę, rozczarowanie. Jest tak wiele kapitalnych wydarzeń, ludzi, miejsc, że chciałbym być w wielu miejscach naraz, albo inaczej… Nie chciałbym tracić możliwości przeżycia czegoś, a niestety muszę. Jak wyjadę z kapitalnymi ludźmi w piątek, to nie będę jednocześnie na piątkowym koncercie, na którym też chciałbym być. Ostatecznie jak wiadomo wybrać trzeba. Ale co zrobić, by nie żyć porażką, niedosytem, albo świadomością odpuszczenia sobie?

Przewartościowywać! Czasami trzeba odcedzać przez kilka sit. Nie, to nie jest łatwe, bo za każdym razem kiedy cedzimy, rezygnujemy z czegoś, co jest dobre. Bywa i tak, że należy zrezygnować z jakiejś przyjemności ze względu na życiową sytuację, pełnione stanowisko. Wtedy mówimy o odpowiedzialności. Cooo? Nie jest tak lekko, prawda? Już św. Paweł mówił: z dwóch stron doznaję nalegania. Umrzeć to lepsze dla mnie, pozostać w ciele, to dla Was pożyteczniejsze – parafrazując.

Trzeba kształtować w sobie poczucie odpowiedzialności. Są chwile beztroskie w życiu, owszem, ale to jednak chwile. Mi w przesiewaniu przez sito dopomaga właściwie permanentne uświadamiania sobie kim jest, dla kogo jestem, kim chcę być. I czasem są sprawy ważniejsze niż moje własne ja. A z własnym ego nie walczy się lekko. Są wartości dalece ponad to, niż nasze ja dyktuje nam.

Fenomen chwili

Już tyle napisano o Anne Przybylskiej… aż głupio pisać teraz, bo czuję się jakbym się spóźnił. Pisano o niej samej, o jej chorobie, o sposobie leczenia, o… Może jednak warto napisać nie tylko o Annie, ale także o tym czego ona doświadczyła. Oprócz choroby, bólu doświadczyła także śmierci. Tak sobie myślę, że wiele tych artykułów zatrzymało się na jej życiu, a przecież i każdego z nas dotknie siostra nasz, śmierć cielesna – jak pisał św. Franciszek.

Oj, nie podoba nam się ta przemijalność, sekwencyjność. Coś się traci. Nie lubimy braków. A tu proszę. Bez tej straty nie ma czegoś więcej, czegoś co czeka nas po śmierci. Chyba wielu ludzi nie wierzy, że po śmierci może być o niebo lepiej niż jest teraz tu. Mało tego, ta ulotność człowieka ma mobilizować do większej miłości, do tego byśmy stawali się coraz bardziej ludźmi. Wydaje się, że jesteśmy w swoim człowieczeństwie niedokończeni. Aby bardziej być, trzeba bardziej się przekraczać, wychodzić poza to co jest teraz. Świadomość  odejścia winna nam towarzyszyć i motywować. Wiecznie żyć nie będziemy. To znaczy będziemy, ale nie tu na ziemi. Zacznijmy doceniać fenomen chwili.

Pojawiam się i znikam…

Wczoraj mnie ktoś zapytał czy coś się jeszcze pojawi na blogu. Uśmiechnąłem się i zapytałem: to jednak ktoś czytał?:)

Mam dylematy pisać czy nie. Z jednej strony dobrze móc się wyrazić, ale ja mam gdzie to zrobić. Szkoła, DA, DP, wystarczająco duże pole manewru. Z drugiej jednak strony…, pisanie ma w sobie coś wyjątkowego. To nie tylko kwestia podzielenia się swoimi poglądami, to już również sprawa twórcza. Coś po sobie zostawiam, coś osobistego, indywidualnego, jakąś cześć swojego ja. Pytanie czy podać światu na tacy to moje ja, czy jednak zatrzymać dla tych co są blisko?

Jest tu ktoś jeszcze, co miałby ochotę np. na tydzień, a najlepiej na dwa uciec od cywilizacji? My chyba mamy za mało czasu i niestety okazji, by pobyć sami ze sobą. Zwrócić się ku nam samym. A to jest bardzo potrzebne, autorefleksja, samoświadomość to przecież coś wyraźnie nas oddziela od świata zwierząt. Stać się przedmiotem własnej myśli… genialne! Oczywiście nie myślę tu o samouwielbieniu, ale o refleksji nad tym, co w nas prawdziwe i osobiste. Bez zadumy nad sobą samym człowiek staje się zwierzęciem, lub popychanym przez współczesność trybem wielkiej maszyny obecnej cywilizacji.

Maska i wolność

Tak dawno tu nie byłem, że aż nie wiem, czy mogę coś napisać. Ostatecznie spróbuję… Wrócił do mnie dzisiaj tekst z „Małego Księcia”: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Dobrze widzi się tylko sercem.
Właściwie komentarz zbędny… choć zadziwiło mnie jak szybko ten cytat wyłonił się spośród tak wielu, które słyszałem i wydawałoby się, że leżą gdzieś zapomniane, przysypane wielką ilością słów, które padają. To genialne zjawisko, epifanii słowa, uświadomiło mi bardzo, ale to bardzo realnie, że są sprawy których się zwyczajnie nie zapomina. Bo się nie da.

Co się jednak dzieje, gdy ktoś próbuje coś zapomnieć, zasypać, zakopać, wyrwać, a to trzeba poukładać, dopasować do pozostałych puzzli? Rozpoczyna się zabawa, niebezpieczna zabawa z samym sobą. Jest to igraszka, która może prowadzić do sytuacji, w których założona maska będzie wydawała się bardziej realna niż faktyczny wizerunek. Jak rozpoznać później co moje a co już nie? Co kocham, a co mną miota? Czy można na nowo odkryć swoje prawdziwe, unikalne piękno? Tak. Ale do tego trzeba wielkiej odwagi i silnego pragnienia wolności.

czuję, że niebawem  coś skrobnę :)

Spokój ducha

Zadziwiające, jak można mieć w sobie jednocześnie spokój i jego nie mieć. Pewnie dlatego, że mamy wewnątrz szereg półek.Z rozmaitymi sprawami, pamiątkami, znajomymi. Niektóre spotkania, jak książki leżą obok siebie, inne zaczynają się kurzyć nieużywane. Są pamiątki, na które spogląda się z sentymentem i te które bolą. A jednak są tam dalej, bo mimo, że bolą, były dla nas ważne, a ważnych rzeczy się nie wyrzuca. Hm… są też półki na samym dnie. Te z najgrubszych desek zrobione, te na których opierają wszystkie inne. I tam może leżeć spokój mimo tego, że na najwyższej będą pamiętniki, kalendarze, terminarze wertowane przez wiatr rzeczywistości. Można mieć spokój wśród codziennego podmuchu niepokoju. Najniższa półka. Nasza ulubiona, bo nie dla wszystkich dostępna.

Małość, małość, małość… smutna małość wielkich

Bardzo mnie martwi i smuci sytuacja na Ukrainie. Dotarły do mnie też wczoraj prorocze słowa śp. Lecha Kaczyńskiego z 2008 r. Słowa, które w obliczu obecnych wydarzeń wydają się proroctwem o niebezpiecznie wysokim priorytecie.
„Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę! Byliśmy głęboko przekonani, że przynależność do NATO i Unii zakończy okres rosyjskich apetytów. Okazało się, że nie, że to błąd.” – wypowiedź z 2008 r. w Tibilisi.

Nie chcę tu o Rosji mówić, choć wydaje mi się, że za tak otwartą postawę Kaczyńskiego trzeba było zapłacić ogromną stawkę.

Zaczynają do mnie docierać coraz bardziej słowa Jana Pawła II, który tak często nawoływał do ludzkiej solidarności. Solidaryzujemy się w necie, modlimy się wspólnie, ale czy wielcy tego świata też nie mogą się solidarnie wstawić za życiem, życiem ludzi, którzy chcą tak niewiele – wolności? Kto jest wielkim tego świata? Wielcy tego świata okazali się mali i słabi i tchórzliwi.

1 2 3 4 5 11