św. Walenty z miłości umęczony

O! Mój blog! Prawie o nim zapomniałem 😀

A jadę dzisiaj z moimi zakochanymi studentami, i nie tylko, do Osiecznej. Tak, tak, to ta Osieczna, gdzie pojechałem zrobić zdjęcie żłóbka. Wróć. Krzyża, który okazał się być przysłonięty przez żłóbek. Jedziemy do tej Osiecznej, gdzie mieści się nasz nowicjat. Miejsce, które jest ukochane przez franciszkanów. To właśnie w Osiecznej młodzi franciszkanie, zakochani franciszkanie, zaczynają „prowadzać się” z zakonem. Ech… długo, by pisać.

Jedziemy do Osiecznej, bo… mamy tam ołtarz ku czci św. Walentego, w którym znajduje się jego wizerunek łaskami słynący. Wszystko już jasne. Jak wiadomo św. Walenty z palmą męczeństwa… jest to jakiś szczególny rys, tych, którzy obrali go za patrona :)

Bilokacja?

Dzisiaj ciekawy dzień mam. Raz, że się umówiłem w dwóch różnych miejscach o tej samej porze jednocześnie ^^, dwa… wszedłem do kościoła bez kluczy do klasztoru i nie mogłem wejść po dyżurze w konfesjonale, by się ugrzać, trzy… odkryłem, że skradziono nową księgę z wpisami wdzięczności za zdane egzaminy, którą wyłożyliśmy z DA w poniedziałek w kościele (nie będę złorzeczył, ale kusi:P) Chodząc po kościele i szukając zaginionej księgi zauważyłem modlącego się studenta, przed obrazem św. Józefa z Kupertynu. Zagadałem. Pytam co ma do zdania a on mówi, że przyszedł podziękować, ja się pytam co zdał, a on: przyszedłem podziękować za te drobiazgi także, bo trzeba dziękować nie tylko jak się zda egzaminy. Właściwie komentarz zbędny… Jezu jak dobrze, że mamy takich studentów.

P.S. Dzień się jeszcze nie skończył 😀

Mądrej głowie, dość po słowie

Po kolędzie już nie chodzę, ale jedno zasłyszane zdanie na długo pozostanie w mojej pamięci. Mam ochotę napisać, że tę mądrość życiową zapamiętam do końca moich dni. Oby, bo warto!

Małżeństwo, starsze, na pierwszy rzut oka pani miała ok. 70 lat, a pan… ja wiem, 75? Rozmawiamy. Byli bardzo pogodni, jakby miłością wypielęgnowani. Tacy kochający siebie, spokojni, dowcipni, błyskotliwi, chwytali rozmaite konteksty. Powiedzieli, że są 59 lat po ślubie… I tu mnie zaskoczyli po raz pierwszy, tak konkretnie.59 lat! To ja zaraz pytam delikatnie o wiek. Errata: pan 84, pani 80. W życiu bym im tyle nie dał, ale w życiu. Rozumiecie, w tym niejednokrotnie durnym świecie oni sobie wierni przez 59 lat. Wow…

Ten przemiły, ale absolutnie przemiły pan, spokojnym, pewnym głosem, z lekkim uśmiechem na twarzy, z ogromną szczerością w oczach mówi: bo wie ojciec, lepiej się śmiać niż zarzynać (sic!).

Sapienti sat.

Niebo i domki szlabanem do szczęścia

W Osiecznej koło Leszna znajduje się piękny franciszkański kościół o surowej stylistyce. W ołtarzu głównym jest usytuowany duży krzyż z rzeźbą Pana Jezusa. Niewiarygodnie realistycznie i misternie wykonany. Pan Jezus powyginany od bólu, z napiętymi mięśniami, poździeraną skórą od upadków zdaje się przed chwilą umarł. Twarz z niedomkniętymi powiekami i lekko otwarte usta wskazują na wydarzenia, które zakończyły się agonią.

Chciałem zrobić zdjęcie tego krzyża na plakat kolejnych Akademickich Gorzkich Żali. Poprosiłem Juliana i pojechaliśmy razem do Osiecznej. Zabrałem aparat, statyw, nic nie było w stanie nam przeszkodzić. Dobrze znam ten krzyż, wiedziałem na co chcę zwrócić uwagę i co uwiecznić. Spokojnie dojechaliśmy do Osiecznej, idziemy do klasztoru, przechodzimy korytarzem obok kuchni a tam… o. Kasjan je zupę. Witamy się serdecznie, mówię, że przyjechaliśmy zrobić zdjęcie krzyża, na co on ze spokojem odpowiada, że nie zrobimy tego zdjęcia. Zdziwiłem się. Jak to nie zrobimy? Zrobimy, zrobimy, pomyślałem sobie. Zrobimy i to świetne :) O. Kasjan, starszy współbrat, ze spokojem dopowiada, nie zrobicie, bo w kościele jest żłóbek… Zatkało mnie… Skądże, ja, franciszkanin, we krwi którego płynie duchowość bożonarodzeniowa miałbym wiedzieć, że w Osiecznej, jak w każdym innym klasztorze naszej prowincji buduje się duży żłobek zasłaniający całe prezbiterium? Jak miałem skojarzyć fakt wielkich franciszkańskich konstrukcji mieszkając w Poznaniu, gdzie stoi największy żłóbek w Europie?

I tak to, żłóbek stanął na drodze do mojego szczęścia, a raczej głupota i rozkojarzenie nie pozwoliły mi zrealizować misternie obmyślonego planu. Taka sytuacja.

Gonię czy uciekam?

A wiecie, że można biec w dalece odmienny sposób? Można gonić lub uciekać :) Niby subtelny żarcik, ale jak się okazuje przekłada się on dość zasadniczo na życie wewnętrzne. Dajmy na to…, modlitwa o śmierć, dobra czy zła? Zleży. Czy ja chcę uciec od problemów, od tego, co Bóg mi przeznaczył, od wyzwań, które stawia życie, czy chcę się uwolnić wreszcie? A może ja biegnę ku… ku Bogu poprzez codzienność? Chcę już być z Bogiem nie ze strachu przed światem i zmęczeniem, ale z miłości. Biorę więc to, co codziennie mam, z odwagą, z czujnością, bo to ma mnie prowadzić ku Niemu, jednocześnie modlę się, by stało się to jak najszybciej, nie gardząc tym co mam tu i teraz.

W ogóle myślę, że fraza: biegnę czy ciekam, powinna być pytaniem stawianym sobie dość często. Czy ja uciekam przed grzechem czy biegnę ku dobru? To samo? Nieee. Życie chrześcijanina nie powinno koncentrować się na złu, ale na dobru, zatem, jeśli swoje siły spalam na unikaniu zła, to co jest w centrum? Pokłady energii winniśmy spalać na tym, by robić coraz więcej dobra. Przykład. Zamiast unikać obmowy pana A, mów więcej dobrego o nim, albo zamiast unikać narzekania, zacznij więcej dziękować. Zaskoczy Cię efekt. Mu nie uciekamy, my gonimy. Zdecydowanie gonimy.

Pies w kościele domowym

Czym jest „kolęda” dla wielu? Wizytą kapłana? Odwiedzinami duszpasterza, inkasenta? Może znacie to powiedzenie: czekać jak na księdza na kolędzie? Wiecie, ludzie są czasami tak spięci, tak nienaturalni, jakby się czegoś bali. A niech zapyta, a raczej odpyta? Tak sobie myślę, że jeśli ludzie boją się, być może, niewygodnych tematów, przypuszczam, że jak już to tych z zakresu grzechu, to jaką spinę będą czuć po śmierci?

Są i wspaniałe wejścia, pełne ciepła, życzliwości, czasami przez te kilka minut ludzie otwierają serca. Chcą się podzielić czymś ważnym. Dlaczego akurat z kapłanem? Bo widzą w nim sojusznika, swojego człowieka. Tak też bywa.

Są i takie quasi franciszkańskie, ze zwierzętami: oprócz kotów chodzących po fotelu, na którym siedziałem, lub zasypiających na moich kolanach, aż do ujadań psa. Niedawno na wąskim korytarzu, pan domu wyszedł zapraszając mnie do środka  z dużym psem, którego grzbiet sięgał mi do pasa. Pies otworzył pysk i zaraz poczułem się bardzo chciany. Zapytałem gospodarza czy mógłby psa zamknąć, a on ze zdziwieniem: boi się ksiądz? Ja na to: a dziwi się pan? Ostatecznie pies został z nami…. komfortowo.

A dla mnie kolęda w pierwszym rzędzie jest wizytą czysto religijną. Idę wypraszać Bożą pomoc, błogosławić mieszkania. Kolęda to wizyta, podczas której wspólnie się modlimy, otwieramy serca, wypraszamy wspólnie u Boga, to czego potrzeba, Wspólnie.. Tak, to wizyta o charakterze wspólnotowym. Zawiązujemy Kościół.

Błysk skorpiona

Zaczęły się odwiedziny duszpasterskie. Dziwnie tak, ostatnio chodziłem od godz. 10:00, wychodząc z domu, ani ciemno, ani zimno, ani śniegu… Jakbym w Wielkanoc chodził, dobrze, że choinki w domach stoją, to ratują jeszcze klimat „kolędy”.

Dużo można pisać. Dzisiaj może choć troszkę. Zauważyłem, że my się na prawdę za mało słuchamy. Tyle można się o sobie dowiedzieć, ale trzeba więcej słuchać. Mówimy o sobie dużo, przekazujemy informacje w przeróżnych sytuacjach, ukazujemy swoje potrzeby, tęsknoty. Czasami jak wejdę to rozwiązuje się worek wypełniony życiem, doświadczeniem, cierpieniem. Z jednej strony mówi się, że Polacy narzekają, jakże jednak nie przyznać słuszności narzekania, jeśli w co 4 domu, ludzi mówią: ojcze, najważniejsze, że jest praca… Bardzo to trudne, że jako społeczeństwo staliśmy się tak biednym krajem, że można wyzyskiwać biednych wiedząc, że i tak muszą pracować, a z zatrudnieniem ciężko.

Poznałem dzisiaj też wielkie matczyne serce, które stało za swoimi synami, nawet wtedy, gdy oni odsiadywali karę. Z jaką troską i trochę naiwną matczyną miłością, ta kobieta mówiła o nich, z jaką nadzieją wiarą…?

Na koniec hit. Spotkanie z 86 letnią kobietą, w pełni świadomą, rozmowną, żartującą. Wspomniała, że ma urodziny 3 listopada, ja mówię, że ja mam 4, a ona na to: Ha, skorpiony jesteśmy, a ludzie mówią, że skorpiony są wredne i nastąpił szczery śmiech :D, właściwie to salwa śmiechu.
Piękne zakończenie. :)

W stajni narodził się

GreccioFenomenalne wejście Boga w ludzki świat! Co? Spodziewano się jakiś spektakularnego, pełnego splendoru przyjścia, a tu masz ci los! Zaskoczył! Po cichutku, tylnymi drzwiami.

Jest to jakiś trop. Boże podchody, ślady, znaki, słowa, zadania, wskazówki, zagadki…

Bóg się rodzi, moc truchleje!

 

Odkrywania Bożego planu i umiejętności wprowadzania go w życie.

Zło dobrem zwyciężaj! Zwycięstwa życzę!

 

To ja wam powiem. Mimo wielu obowiązków i zadań w ostatnim czasie mam głęboko w sercu pokój. Powiedziałbym, że się niepokoję i pokój mam jednocześnie. Niepokoje i stresy są bardziej powierzchowne, zewnętrzne. Pokój mój natomiast jest gdzieś bardzo głęboko, ale nie na tyle bym go nie czuł.

I teraz zaryzykuję. Dostrzegłem, że ten wewnętrzny pokój, jest również owocem wyspania się. Ludzie, dobrze jest się wyspać, nawet wtedy kiedy nie ma jak, bo inaczej wszystko będzie niemożliwe i drażniące. To tak na tyle.

Pokój i dobro!

1 2 3 4 5 6 11