Przychodzi taki moment, kiedy wiesz kim jesteś

Zastanawiam się jak bardzo człowiek może oszukiwać samego siebie? Rozumiecie, w sensie jak bardzo tworzyć sobie nieprawdziwy obraz siebie. Pewnie, że przyczyny i powody są różne, ale czy można faktycznie nie czuć kim się jest? Czy można przestać pragnąć być naprawdę sobą, czyli żyć w pokoju serca? Nie chodzi tu o pokój względny, ale o taki wypływający z faktu bycia realnym a nie wirtualnym człowiekiem. Przecież można grać wspaniałe role i co jakiś czas zmieniać teatry, ale jak ktoś dobrze gra, to w końcu staje się sławny i po czasie wiadomo, że to dobry aktor. Życie to nie teatr, życie to życie. Aktor w życiu będzie tak bardzo niewiarygodny, że w końcu być może będzie chciał być sobą, tylko czy będzie potrafił? Może zabraknąć odwagi, bo istnieje ryzyko, że ludzie pokochali jego kreacje a nie człowieka jako takiego.

Wyrwaliśmy się – powrót cz. II

Nie wiem jak Trzemeszno wygląda za dnia, w nocy jednak nie wyglądało jakoś wybitnie zachęcająco. Co jednak ze sobą począć. Poszliśmy w kierunku dworca.

Zanim jednak tam doszliśmy wyskoczyła z pociągu dziewczyna, do której wcześniej Julian się uśmiechnął i pyta, uwaga: idziecie do Gniezna? Zamurowało nas. Mówimy, że nie, a ona, że musi się dostać do Gniezna, bo stamtąd mogą ją odebrać jej znajomi do Poznania i gdybyśmy szli, to mamy zadzwonić, to do nas przybiegnie. Zaproponowała wymianę numerów, na co ucieszył się Julian, nic nie robiąc, numer zgarniając. Pytamy jak masz na imię: Ismena. I tyle – wróciła do pociągu. Ludzie, co za świat?!

Przed budynkiem pewna pani zamiatały schody ze śniegu, nadmienię, że była godz. 21:00 albo nawet po. W pewnym momencie podjeżdża autobus pod dworzec. ^^ Czuliśmy się dobrze. Nikogo z pociągu nie było wokół nas, a co to oznacza? Zajmiemy miejsca na końcu. Autobus przystanął na chwilę, po czym ruszył wolno, przejechał obok nas i odjechał! Pani z miotłą powiedziała, że o tej porze żaden autobus nie odjeżdża stąd. Może to był właśnie ten umówiony, nasz, tylko zabrało kluczowej dyspozycji? Nie wiem, ale pewnym stało się, że utknęliśmy na dobre. Zapytaliśmy panią o najbliższy sklep, niestety najbliższy Lidl był już zamknięty a na Orlen dość daleko. Pani zaproponowała, że jej mąż może nad podrzucić na stację paliw. My oczywiście głodni i spragnieni odpowiedzieliśmy: nie, nie, nie ma co kłopotać męża… Ależ nie ma problemu odpowiadała kobieta, my jednak z burczącymi brzuchami dalej to samo. Wróciliśmy na peron i patrzymy idzie jakiś facet i mówi, że jedziemy na Orlen 😀 I padło hasło, mogę was do Gniezna zabrać. Dwa razy nie mów. Telefonik do Ismeny i jedziemy. Znalazł się objazd, którym nawiasem mówiąc spokojnie mogły nasze niedoszłe autobusy jechać. Ismena zdziwiła się tylko skąd mamy samochód do Gniezna.

Podczas podróży pytaliśmy Ismenę jak ma zamiar dostać się do Poznania, ona mówiąc, że przyjadą po nią znajomi, pyta nas a my jak z Gniezna do Poznania jedziemy? Powiedziałem, że ona z nami do Gniezna to my z nią do Pobiedzisk, bo tam Julian zostawił samochód. Ismena przystała na to. Jednak w trakcie rozmowy wyszło, że znajomi nie przyjadą, bo są po kieliszku, zatem kierowca samochodu zaoferował się, że nas podwiezie za  60 zł. do Pobiedzisk, podkreślając, że robi dobry uczynek. Przystalim na to. Pewnie i tak byliśmy jednymi, którym udało się tak szybko wyrwać z Trzemeszna.

Długo można charakteryzować Ismenę, bardzo sympatyczną dziewczynę. Dodam na koniec, że kiedy dzisiaj w szkole opisywałem uczniom moją historię, po lekcji podeszła do mnie uczennica i powiedziała, że zna Ismenę… Szok. Świat jest taki mały i nic nie dzieje się przypadkowo. 😀

Powrót ze ślubu Ani cz. I

To był niezwykle zaskakujący powrót. Zauważyłem, że albo mam szczęście uczestniczyć w sytuacjach dla wielu nieznanych, albo nie wiem co :)

Wracaliśmy z br. Justynem i Julianem ze ślubu Ani z domu Wiśniewskiej, no wiecie, tej co tak ładnie śpiewa i mega pozytywną atmosferę na pielgrzymce wprowadza. Nawiasem mówiąc, bardzo się cieszę, że mogłem pobłogosławić ten związek. W sumie było tak swojsko, by nie powiedzieć rodzinnie.

Jest godzina 18:50 stoimy w Toruniu na peronie 4, niech to was nie zmyli, rozkład jazdy zawieszony w hali głównej nie był zaktualizowany. Po przyjęciu na twarz kilku ładnych podmuchów świeżego powietrza przeszliśmy na peron 1 wg wskazówek głosu melodyjnie płynącego z głośników… Piętrus… Siadamy wyżej, bo…, bo tak. Ruszamy ok. 19. Jest dobrze, o 21.30 mamy być w Poznaniu. Gadamy sobie, żartujemy. Pociąg rusza. Do naszych rozmów po jakimś kwadransie dołączył się kierownik pociągu, subtelnie zapraszając do opuszczenia wagonu, gdyż mają kłopoty z zasilaniem i ogrzewanie nie działa. Cóż, w takich okolicznościach przesiedliśmy się szybciutko, czując powiew suchego, afrykańskiego powietrza. Oj tak, zrobiło się ciepło. Powoli dołączali do naszego wagonu pozostali zziębnięci pasażerowie. Dosiadła się też nieopodal pewna dziewczyna, na widok której Julian, w spontanicznym, męskim odruchu uśmiechnął się serdecznie. Grzali,  w tym wagonie, nadrabiając zaległości z sąsiedniego, grzali…, uuu, jak oni grzaliiii…. Miałem ochotę zdjąć sweterek spod habitu, ale jakoś ociągałem się. Ostatecznie okazało się to dobrym posunięciem…

Inowrocław. Jakieś 30 km. za Toruniem. Stoimy na stacji. Po kilkunastu minutach przychodzi kierownik i mówi, że przed nami tir wjechał w pociąg, tory są nieprzejezdne i nie wiadomo jak długo postoimy. Możecie sobie wyobrazić jak się wszyscy ucieszyli, oklasków i śmiechów, strumieni szampana i fajerwerków nie było końca… Nie wiem ile staliśmy. Może z 20 minut. I kiedy rozważaliśmy z chłopakami czy może na stopa się przesiąść, może wyjść coś zjeść, na horyzoncie pojawił się kierownik pociągu informując, że pojedziemy do Trzemeszna, tam przesiądziemy się na autobusy, które przewiozą nas za pechowy, zablokowany przejazd kolejowy, a następnie znów wsiądziemy do podstawionego pociągu, by pojechać dalej. Słuchajcie, po raz pierwszy od dawien dawna uwierzyłem, że można sensownie pomyśleć o pasażerach i zamiast ich więzić, zwyczajnie znaleźć transport zastępczy. Jest dobrze. Ruszamy do Trzemeszna. Kilka minut przed stacją znany już kierownik mówi, że na stacji będą autobusy czekały :) Dojeżdżamy ok. 20.00 do Trzemeszna i nie każą nam wychodzić, bo autobusów jeszcze nie ma.

Postanowiliśmy być pierwsi w autobusie i chciałem zająć miejsce z tyłu – wiadomo, najlepsze na szkolnych wycieczkach. Zerwaliśmy się i czekamy na schodach piętrusa, by móc szybciutko wyjść z pociągu. Niestety. Stojąc na schodach, dowiedzieliśmy się, że „robią się schody”. Przejazd jest nieprzejezdny i też nie wiadomo skąd te autobusy mają być, czy z Trzemeszna czy z Gniezna. Postaliśmy jeszcze trochę na schodach, by stwierdzić, że chcemy się przewietrzyć. No i wyszliśmy. Śnieg, wiatr, stojący pociąg, noc, perspektywa oczekiwania nie wiadomo jak długo, wszystko to sprawiało, że wydarzenia tej nocy stawały się coraz bardziej niezwykłe.
1451437_10201203804040275_1272441905_n 1463951_10201203678957148_801779039_n

Jak widać na zdjęciu niektórym było dość ciepło w pociągu :) nóżki na zewnątrz i wszystko gra. My natomiast obmyślaliśmy plan, robiąc się coraz bardziej głodni…

CDN… :)

Umysł i serce vs. przebaczenie

No i się narobiło. Jak szedłem na piłkę była jesień, jak wracałem zima. Bieluchno i bieluteńko :) Wszystko na drogach zwolniło, tylko tempo życia nie chce. Nie zwalniają również, ot tak, ludzkie dylematy i relacje, chociaż… Doświadczam ostatnio jak wiele się jeszcze muszę nauczyć. Jak mocno można się w życiu zdziwić i stwierdzić, że to co jasne, wcale takie jednak nie było. I pozostaje mnóstwo pytań, na które nieudolnie szukamy odpowiedzi, bo jak robak nas męczą. Że też tak człowiek nie może wiedzieć, że nie może odpuścić.

Pewnie każdy przeżywał taki moment, kiedy chodziła mu po głowie jakaś piosenka, ale nie było wiadomo co to jest. Niby się wie, ale wcale nie. Ileż to zagadek życie niesie? Niektórzy mówią, że życie znają, a potem uczą się go na nowo, zupełnie innego. No nie do końca innego, ale jednak zmienionego, bo wszystko, co się dzieje zmienia nas. I przychodzi taki moment, że można nie nadążać przetwarzać. Ludzkie serce wydaje się, że niewystarczające. Jakby miało za mało pary. Jest jednak niesamowite, potrafi znacznie więcej niż przypuszczamy, tylko te pytania – nieodpowiedziane, nadają takie tempo, że ciężko zestroić serce z umysłem.

Niezwykle tajemnicza walka, umysłu i serca z przebaczeniem, które jest jak szczepionka. Wydaje się, że nas osłabia, a jednak ostatecznie nie. Walka jednak niełatwa. Źle powiedziane, to nie walka, bywa, że to jest wojna, podczas której trzeba stoczyć wiele bitew.

Weno przyjdź

Weno przyjdź… o ty weno jedna, paskudnie kapryśna i tak bardzo uzależniająca. Cóż za okrutna? Jak może tak zostawić i igrać? Wodzi mnie za nos i igra ze mną jak z dzieckiem. Czyż to nie jest niesprawiedliwe? Jak tu się czuć bezpiecznie kiedy raz jest, a za chwilę zmyka. Pojawia się i z uśmiechem na twarzy bawi się w chowanego. Jak żyć?! Ugh…

Dla niektórych rajem jest „chwycić Pana Boga za nogi” – mi wystarczy wena. Czy ktoś widział, gdzie podziała się ta cwaniara niebywała?

Nosek do góry

Zmaganie się z własnym charakterem często jest o tyle możliwe o ile możemy sięgnąć do kieszeni z pokorą. Diabeł zrobi naprawdę dużo, byśmy schowani za naszą nieomylnością nie wzięli pod uwagę własnego błędu. Jest w tym specem, ponieważ sam uniósł się dumą, zadarł nosek tak wysoko, że nie zauważył, iż niosąc pozorny laur zwycięstwa sam się zdysklasyfikował. To pokora, pozorna porażka pozwala wstać z kolan, by móc odważnie i spokojnie spojrzeć na nowo w górę.

Dziękuję wszystkim, którzy znoszą moje humory i dają mi kolejne szanse :)

Jesteś także tym, co niewidoczne

Okazuje się, że posiadanie relacji osobowych wystarcza. Pieniądze, zdrowie.. ważne, ale nie najważniejsze. Żyję w świecie, w którym realne korzenia zapuszczam nie tu, nie tam, ale w nich, w ludziach, w Nim, w Bogu. Dziwne uczucie, w którym czuję się obecny i nieobecny. Jestem tu i teraz, ale w sumie nie tu, nie teraz. Jestem też wszędzie tam, gdzie ludzie o mnie mówią, gdzie mnie sobą niosą.

Mądrze to Pan Bóg wymyślił, że można być tylko na poziome serca, ducha i to wystarczy. Jakże łatwo ludziom stracić sens życia, kiedy są pozbawienie tego co materialne, co wydaje się niektórym świadczy o ich wartości, zaradności i atrakcyjności. Nie jesteśmy maszynami, które potrzebują materii, by działać. Jesteśmy również tym, co nieuchwytne, fascynujące… jesteśmy ludźmi.

Krótko o ludzkich losach

Bywa, że ludzie zachowują się tak niezrozumiale. Z jednej strony dziwimy się, zastanawiamy jak tak można, z drugiej każdy jest inny i robi jak uważa. Czy słusznie czyni? To zależy kto ocenia. I w sumie można poprzestać na stwierdzeniu, że każdy może robić jak chce, dopóki czyjeś zachowanie nie ingeruje w nasze. Wtedy albo, albo. Zaczyna się ocena, dociekanie motywów, oskarżanie lub obrona. Czasami oskarżamy tak mocno, by przypadkiem się nie okazało, że się mylimy. Niestety jest i tak, że bronimy tak mocno, byśmy się za bardzo nie rozczarowali, bo to może zburzyć dużą część naszego świata.

 

Nie jesteśmy maszynami

Jak bardzo tracimy wiarę w ludzi. Od lat ciągle zalewani jesteśmy informacjami nt. zła, którego doświadczamy i najczęściej oprócz kataklizmów jest to ingerencja człowieka. Ten zabiła, ten zgwałcił, ta oszukała, ci zginęli, tamten podpisał, nie dotrzymał… ludzie! Co mnie obchodzi, że w Sopocie się źle dzieje? Czy to jest informacja dnia, że ktoś zginął na drodze? Przecież to już powoli nie robi wrażenia. Jeśli zło dostajesz na talerzu każdego dnia, to nawet jeśli miałoby to być pedagogiczne, to zatraca swój walor. Co gorsza, zaczynamy wierzyć, że ten świat tak wygląda. Nie dajmy się zwariować.

Kiedyś to było normalne, że jak sąsiadka upiekła ciasto, szła do koleżanki z kawałkiem, by się podzielić, by „pokawkować”, utrzymać zwykłe serdeczne, międzyludzkie relacje. Nie dajmy się okraść z tego, co w nas najpiękniejsze, z ludzkości. Nie jesteśmy maszynami, robotami. Przecież czujemy, kochamy, pragniemy dobra. Nie wolno nam tego niszczyć. Ba! Trzeba się tym dzielić. Świat potrzebuje człowieczeństwa i to bardzo. Zacznijmy mu je zwracać.

Skrzynia własnej prawdy

Niepojęte jak ludzie potrafią się bać, by się nie okazało, że mogą się mylić. Pomyłka w sprawach istotnych, życiowych wymuszałaby zmianę lub życie w kłamstwie czy iluzji. Zamiast zatem odkrywać prawdę, dla niektórych lepiej jest siedzieć w skrzyni własnych przekonań, nawet jeśli rodzą się wątpliwości. Można stworzyć sobie cały nierealny świat motywów, wymówek, usprawiedliwień. Można uciekać przed rzeczywistością, ale chyba najgorzej jeśli ktoś ucieka przed sobą samym. Nie schowasz się. Prędzej czy później będziesz musiał się skonfrontować. Oby starczyło odwagi, by powiedzieć: co ja takiego narobiłem…

1 3 4 5 6 7 11