Wielka strata

Wczoraj usłyszałem, że ludzie są mało empatyczni. Ciekawe ile osób zadaje sobie trud współodczucia? Nie tyle, by powiedzieć: rozumiem Cię, moim zdaniem jednak… i pobieżnie zaprezentować swoje stanowisko, ale faktycznie spróbować zastanowić się, co byśmy zrobili na czyimś miejscu, będąc nie sobą, ale kimś innym. Kimś kto ma inną wrażliwość, inne doświadczenia rodziny, wiary, pewności siebie. Zaraz pewnie odezwą się głosy, że nie można przewidzieć, co zrobiłoby się na czyimś miejscu. No pewnie, że w stopniu absolutnym nie, ale można choć spróbować współodczuć. To uczy wrażliwości i wyzwala z miłości niewykraczającej poza czubek własnego nosa. Jest jednak pułapka. Po próbach współodczuwania może się okazać, że już nie możemy się wymądrzać na każdy temat, tak łatwo ganić i być wyrocznią, a to wielka strata. Pokusisz się o zmianę?

Rozdajemy intymność

Zauważyłem paradoks intymności. Tak to nazwałem^^ Spójrzmy. Z jednej strony ludzie publikują na fejsie swoje fotki, nawet z toalety, ygh…Sami zaznaczają gdzie są, czyli meldują się posłusznie wielkiemu fejsowi, zostawią ślady nie tylko w necie, ale i w świadomości znajomych, zmieniają statusy związku; o dzieciach, urodzinach, zaręczynach nie dowiesz się osobiście czy przez telefon, za to wiedzę zyskasz dzięki…, no…, wszyscy razem facebookowi. Ostatnio podpatrzyłem, że niektórzy zaznaczają jakie przeczytali książki i filmy obejrzeli. No tego zupełnie nie rozumiem. Chodzi o lans na „drukowane”? Jaki to oczytany nie jestem?! Niech mi ktoś wytłumaczy, po co to zaznaczać? Chyba, że chcemy, by ktoś sobie budował nasz skrupulatny obraz: czym się interesujemy, z kim mamy fotki, za ile i gdzie wyjeżdżamy na wakacje… ^^ i oczywiście czy na rękach mam kozę czy owcę – dla wtajemniczonych 😛 Rozdajemy siebie. Jest jeszcze druga strona medalu. Enklawy, bramki, zabezpieczenia, kody, ochrona. Osiedla, na których mamy się czuć bezpiecznie, za płotem, oddzieleni od tego groźnego świata bandytów, złodziei, wandali. Na takim osiedlu można odetchnąć spokojnie, w mieszkaniu wyjść na balkon, odpalić komputer i zmienić status.

Jak żyć?

Ostatnio się zastanawiam czy można powstrzymać, czy można powstrzymać demoralizację dzieci przez ideologię gender, czy można realnie bronić małżeństwa jako mężczyzny i kobiety? Czasami mam wrażenie, że żyję w świecie, który mnie osacza, pędzi w kierunku przeciwnym niż ja i czekam na moment, kiedy zobaczę, że upada cywilizacja, która dla mnie jest czymś naturalnym a dla innych, tych „wyzwolonych”, jest przeżytkiem. Zastanawiam się nad terroryzmem. Myślę, że będą coraz aktywniejsze ruchy nacjonalistyczne, co grozi segregacją rasową. Odnoszę wrażenie jakby w ostatnich czasach nastąpiło jakieś apogeum tych czynników, które w historii prowadziły do zagłady człowieka.

Nie, nie poddaje się pesymizmowi. Zacząłem coraz więcej interesować się bohaterami narodowymi i sytuacją społeczną w kraju. Dalej wierzę w ludzi, w głęboko zakorzenione pragnienie życia zgodnie z tym, co Pan Bóg przykazał. Ale tak się zastanawiam. Czy Polska się ostanie? Czy jest wystarczająco silna, by nie upaść w błoto świata, które prowadzi na krawędź człowieczeństwa? Myślę, że niektórzy sądzą, że Polskę można zdepnąć. Mam jednak przekonanie, że zdziwią się ci, dla których Polska jest kolejnym krajem, z którego wyrzuca się Boga i Jego prawo. Niepokoję się jednocześnie, że początkiem przemiany nie będzie walka o wiarę, ale normalność życia codziennego. Ludzie jeszcze trochę wyjdą na ulice, bo nie mogą godnie żyć.

W ostatni dzień maja: Królowo Polski – módl się za nami

Intencja nie tylko w piekle na bruku

Ciekawe, że ludziom wrażliwym i honorowym z trudem przychodzi myśl, że mogli kogoś zawieść. Nie tyle, że ktoś mógł być stratny finansowo przez nasze niedopatrzenie, ale, że straciliśmy czyjeś zaufanie. No właśnie… to pytanie o zaufanie ma w ogóle ciekawe konotacje, czym zaufanie jest? Bo można komuś ufać, że miał dobre intencje i jednocześnie wcale tego nie brać pod uwagę w surowej ocenie postępowania, krzycząc: straciłeś moje zaufanie! Inaczej jednak rysuje się kwestia zaufania, kiedy komuś jest smutno, bo nawalił, ale wybaczamy, bo wiemy, że to nie było celowo, że tak naprawdę ktoś chciał dobrze. Pozostaje jednak wstyd po porażce i to jest paskudne uczucie. Może dlatego część ludzi przestaje żyć honorowo, bo nie radzą sobie z przyznaniem się do błędu, ze świadomością, że mogli kogoś zawieść, że zaufanie odbudowuje się długo, oj długo. Łatwiej w końcu powiedzieć: ale w czym ty widzisz problem; takie rzeczy się zdarzają…

Honor jednak daje poczucie dumy życia tym, co dobre i prawe, zgodne z własnym system wartości. Nie bez powodu się mówi, że kto ma miękkie serce ten ma twardą… Tak łatwo można podeptać ludzkie serce, spoglądając tylko na wyniki, osiągnięcia, finanse. A uczciwość i intencje też się liczą. Intencjami nie tylko piekło jest wybrukowane. Intencja działania odsłania tajemnicę motywacji ludzkiego serca.

„Po co znać ich imiona…”

Właśnie wysłuchałem fragmentu kazania bpa Rysia, które wygłosił na święceniach u dominikanów. Posłuchajcie proszę:

„Po co znać ich imiona…” Piękne…, żyć świadomością, że nie o mnie w tym wszystkich chodzi, cieszyć się, że duszpasterstwo kwitnie u dominikanów będąc franciszkaninem :D, bo tu nie o franciszkanów czy dominikanów chodzi.

Głupia ambicja i konkurencja w duszpasterstwie zabić może prawdziwą pobożność. Zamiast cieszyć, że ktoś w wierze wzrasta, bywa, że i kapłani konkurują. Ba, nawet obrażają się, że ktoś udziela się poza parafią. Ludzie, tu nie o nas chodzi, nie ważne czy jesteś Piotra, Apollosa, Pawła czy Leonarda, OP czy OFM, jesteś Chrystusa! To się liczy.

Po tych słowach wzrasta we mnie świadomość, bycia kimś małym w wielkiej sprawie, bardzo małym, ale potrzebnym. Potrzebnym o tyle, by nie walczyć o swoją historię, a o historię zbawienia.

Człowiek może więcej

Kilka dni temu świat obiegła sensacyjna informacja o sklonowaniu ludzkiego embrionu. Właściwie nie dziwi mnie to. Osobiście uważam, że pewnie gdzieś już człowieka sklonowano w imię nauki i wielkich ludzkich osiągnięć. Pewnie, że nikt tego głośno nie powie, nie napisze, bo jeszcze nie wolno.

Pytanie co powstrzyma człowieka od produkcji ludzi na część? Pytam co? Etyka? Jaka etyka, ta tak bardzo niestabilna, że to co kiedyś nieetyczne, niemoralne teraz jest normą i promuje się w necie jako przejaw nowoczesności, wyzwolenia i życia bez utartych stereotypów? Ta etyka nie pozwoli człowiekowi stworzyć siebie samego, na części zamienne. No nie wierzę.

Póki człowiek nie odkryje na nowo jasnych granic co mu wolno a co nie, będzie brnął aż do upadku cywilizacji włącznie. Nie piszę, co człowiek potrafi a co nie, ale co mu wolno. A czy wszystko mu wolno? Pan Bóg mówi, że nie, człowiek mówi, że może więcej.

 

Proszę pana

Prawdopodobnie spłycę temat, ale dość długo się z nim noszę i co jakiś czas wypływa. Jak się domyślasz niedawno ponownie wyszło szydło z worka. Mija mnie znajoma dziewczyna. Kilka lat się znamy. Nawet swojego czasu chodziła na „oazę”. Potem się długo nie widzieliśmy i wczoraj kiedy się widzimy ona do mnie per dzień dobry. Niektórzy mówią do mnie proszę pana. Nie obrażam się, bo panem jestem, ale coś mi nie gra. Są tacy co mówią proszę pana, a z czasem proszę ojca, ale są i tacy, co grzecznie mówiąc proszę pana, jakby manifestowali, że absolutnie nie aprobują Kościoła. Z tego wymuszonego, per pan, przemawia nie będę do Ciebie mówił bracie, ojcze, księże, bo… bo mam dość Kościoła.

Wydaje mi się, że jednak zwyczajowa forma zwracania się do osób duchownych jest w Polsce jasno określona. Podobnie przecież jest np. na studiach, kiedy do profesora raczej nie mówi się per pan, mimo tego, że panem jest. Są pewne formy, zwroty grzecznościowe przyjęte i tyle. Niektórzy swoją wrogość wyrażają w unikaniu określania duchownego przez słowo, które oddaje właśnie stan duchowny. Nota bene pewnie część z tych samych ludzi do pielęgniarki w szpitalu powie: siostro. Intencja „wypowiadającego” określa stopień mojej reakcji.

Nie dotyka mnie jeśli ktoś mówi do mnie dzień dobry, czy proszę pana. Choć uważam, że co innego wypada najzwyczajniej w świecie. Kiedy rozmawiam z ministrem powiem: pani ministrze, a nie panie kolego… Ale to, co wypada… kogo to obchodzi. Zatem słucham a swoje myślę.

Eliksir pozytywnego myślenia

Jak to jest? Wczoraj rano wstałem w podłym nastroju. Nie chciałem tego, a mimo wszystko czułem, że wszystko mnie drażni. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z jednej strony człowiek nie chce tak, a z drugiej strony, z tego samego JA wychodzi coś zupełnie innego. Jakby moje chcenie nie miało nic do powiedzenia. Wkurzam się  i denerwuje się, że się wkurzam, po czym kółko się zamyka i to też mnie denerwuje.

Czy tylko ja tak mam? Ciągle próbuję się poznać i zaskakuję siebie samego 😛

A dziś? Bardzo proszę! Pobudka przed 6 a mimo to, humorek dopisuje i jest git. Od czego to zależy? Próbuję ostatnio dotrzeć do sedna problemu, bo może można pozytywnie się przestroić. Rozumiesz, widzisz, że masz podły humor i wprowadzasz plan awaryjny, po czym fanfary, oklaski, werble i pozytywne myślenie samo się narzuca. Mam nadzieję, odkryć eliksir pozytywnego myślenia. Ktoś chętny? Zapewne, ale coś czuję, że to każdy musi dla siebie wypracować

Jak niewiele potrzeba do szczęścia

Nie no, muszę o nich napisać. Wczoraj oglądałem ich chyba z 10 razy. Zaczynam znać rekcje ludzi na pamięć, moment trąbienia zniecierpliwionego kierowcy czy mega szczery śmiech kobiety, która dowiaduje się, że cała akcja dzieje się live i też może zaśpiewać, czy końcowe nanannanana, które jest wisienką na torcie.

Najpierw obraz^^ zobacz:

Oni są 12 lat po ślubie, a ciągle potrafią się zaskoczyć i świetnie się ze sobą bawić. Rozbroiła mnie reakcja żony, ona nie wyskoczyła z samochodu, by zobaczyć, co tak długo, co on śpiewa… pewnie pomyślała sobie, że znów coś wymyślił…, raczej widać, że znów. Przecież oni są tak pozytywni… Fantastyczni… Potrafią się na tyle zdystansować, że odstawili niezły show przy dystrybutorze :) Są w tym piękni i jacyś pociągający, bo… szczęśliwi.

Co wpływa na taki stan rzeczy? Wiecie, to jest pytanie czy można wyćwiczyć to w sobie, bo pewnie nie każdy jest optymistą. Już tłumaczę, jeśli ktoś chciałby być taki pozytywny, a nie jest, to czy można tę cechę nabyć?

Zapraszam do dyskusji i życzę wielu takich pozytywnych zrywów w życiu 😀

Skłoniłem głowę przed kibicami Legii

Kibicuję Lechowi Poznań, mam koszulki, szalik, śledzę miejsca w tabeli, na mecze chodzę rzadko, bo mnie nie stać, ale oglądam. Właściwie to jestem kibolem. UWAGA, nie jestem stadionowym bandytą! Mówi się u nas na brata – brachol, a na kibica – kibol. Żałuję, że ligowe mecze zdarzają się niebezpieczne. Jest jednak coś co zaczyna mnie zastanawiać coraz bardziej. Widzę, że kibice stanowią jedną z nielicznych, świetnie zorganizowanych grup społecznych, którym przyświeca patriotyzm, zdrowy rozsądek, a poprawność polityczna i dewiacje są tępione.

„przed meczem obecność kilkudziesięciu, warszawskich kibiców na placu Zbawiciela, zniechęciła norweskich pornografów z „Fuck for Forest” do promocji swoich obleśnych interesów. (…) Przeciwnicy pornografii wyposażeni byli w tablice z anty pornograficznymi hasłami – „Porno uczy nienawiści do kobiet” i „Porno. Przemoc. Patologia. Pedofilia. Stop”. W swoich wypowiedziach dla mediów podkreślali, że przemysł porno dystrybuuje na dostępnych dla dzieci bezpłatnych stronach materiały propagujące przemoc seksualną wobec kobiet, gwałty, zadawanie bólu kobietom, kazirodztwa, pedofilie, poniżanie, szkodliwe dla zdrowia patologiczne zachowania seksualne.”
czytaj więcej

Przychodzi i taki moment, że kibic Lecha musi skłonić głowę, przed kibicem Legii… Ludzie, tylko dlaczego odważni są tyko kibice, czy tę manifestacje nie powinny bojkotować również matki, ojcowie, młodzi zakochani ludzie? Chyba zaczyna nam brakować odwagi.

Kochani, jeśli głośno nie będziemy mówili o tym co nas boli, z czym się nie zgadzamy, to zapewniam was, że inni powiedzą za nas. Powiedzą: tak ma być!

1 7 8 9 10 11