Różnica w moralności nie trzęsie moimi fundamentami

Bardzo chciałbym, by w kościele tak, w budynku mogli się czuć dobrze ludzie, którzy wierzą inaczej niż ja, mocniej, słabiej, bardziej tradycyjnie, a nawet ci, którzy z grzechu nie chcą wyjść. To poczucie nie miałoby polegać na zgodzie na grzech, zgorszenie, etc. Chciałbym, by ktoś kto żyje w grzechu nie bał się wejść do kościoła, przyjść na Mszę. Chciałbym, by ludzie zrozumieli, że jeśli ktoś już wszedł do świątyni, to nie musi wszystkiego przeżywać tak samo jak my. Każdy ma inną drogę. Przecież obecność na Mszy św. kogoś kto jest na innym etapie nie trzęsie fundamentami mojej wiary, nie osłabia jej. Raczej powinno się pojawić pytanie: jak mam kochać, by inni odkryli w Kościele ten Skarb, dla którego jest warto porzucić grzech, dla którego warto wejść głębiej w liturgię, dla którego chcę pracować wewnętrznie?

Wiele osób boi się potępienia ze strony wierzących, a tym czasem sam Bóg ich nie potępia.