Uczę się Opatrzności Bożej

No tak, jak to mawiał św. Franciszek z Asyżu, genialny Biedaczyna: Nie może poznać sługa Boży, ile ma cierpliwości i pokory, dopóki się wszystko dzieje po jego myśli. I się stało. Najpierw padła mi komórka. Nie wiem kiedy ją wskrzeszę, bo to kwestia karty. Jutro jadę z moim duszpasterstwem na wyjazd integracyjny, zatem, nie powiem, komórka czynna, by się przydała, ale nie... Właśnie dzisiaj to się  stać musiało, kiedy byłem w Toruniu i nic nie mogłem zdziałać... I generalnie to na 19:00 miałem być w Poznaniu, a jestem o 18:22 w samochodzie, przed Inowrocławiem, czyli ok. 20:30 będę w stolicy Pyrlandii.

Można się wściec? Można, ale mimo wewnętrznego napięcia, usiłuję sobie uświadomić, że mam dwa wyjścia: albo się wkurzyć, ponarzekać i nic nie zmienić, albo próbować jakoś to przyjąć na spokojnie, bo i tak nic nie mogę zrobić. Najgorzej to z tym telefonem…, ale skoro Bóg dopuścił, to ino szukać o co chodzi :)

Uczę się cierpliwości, jaki ze mnie uczeń? Dobre pytanie! Ale coraz bardziej staram się ufać Bogu i wierzyć, że każde cierpienie w moim życiu jest z dopustu Bożego, a co się z tym wiąże – dla mojego dobra. Trudne, wymagające głębokiej wiary, ale jakże piękne?!

 

Odpowiedź na Uczę się Opatrzności Bożej
  1. m.

    Oczywiście, że można się wściec i to przyjdzie o wiele łatwiej, ale tak naprawdę niczego nie zmieni, jedynie może sprawić, że będzie się bardziej niezadowolonym. Lepiej przyjąć to na spokojnie, szczególnie, że takie sytuacje uczą nas bardzo wiele, dzięki temu uczymy się doceniać to co mamy i cieszyć z drobnych rzeczy.